Dwóch kolesi z Londynu. Mimo, że zesół składa się tylko z gitarzysty i bębniącego na stojąco wokalisty, niespodziewanie dają radę wypełnić dźwiękiem przestrzeń. Czyli proszę, dwuosobowy skład, a wszystko ogarnia…
Grają taki miększy, nowoczesny punk śpiewany z dość łobuzerskim, robotniczo-niźinnym zacięciem i akcentem. Ale proszę się nie bać! Ta pozornie niegrzeczna muzyka, w dodatku wykonywana przez dwóch dresów (na koncertach wyglądają naprawdę przyciężko), ma w sumie bardzo pozytywny przekaz. Tematyka trochę robotniczo-pańszczyźniano-niewolinczo-anarchoprymitywistyczna. Czyli prawie, jak nasza! (Za to niewolnictwo w nazwie biedakom oberwało się, bo ponoć białasom nie wypada tak się nazywać. Dla nas to niepojęte, bo jednak nasz kraj funkcjonuje na dalekich orbitach zachodniej politycznej poprawności).


Credit: Jordan Hughes/NME

Ich fajne albumy, to raczej te ostatnie. Czyli ten z pieskami, ale mi się bardziej podoba ten z dziwną sceną rodzinną.

W załączeniu, kilka klipów. Gorąco polecam, bo można się naprawdę świetnie przy tym odmóżdżyć i rozluźnić.

Kategorie: Muzyka